Gaude Maria

Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie

Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie

 

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś miedzy niewiastami [1]

 

Scena Zwiastowania zachwyca artystów od niemalże dwudziestu stuleci. Wydarzenie to  przedstawiano nam na tysiąc sposobów, przy pomocy różnego rodzaju strojów, kolorów i materiałów. Wszystkie te wyobrażenia łączy jedno: słodycz i pokora Błogosławionej Dziewicy oraz promienna wiosna w tle. Albowiem był to dzień, którego Niebo i ziemia oczekiwały długo; było to jakoby nadejściem duchowej wiosny w świecie pogrążonym w ponurej zimie grzechu.

Gdzie znajdowała się Maryja, kiedy przybył do Niej anioł? Nie wiemy. Była zanurzona w modlitwie, ponieważ w swoich myślach i uczuciach nigdy nie oddzielała się od Boga, co oznacza, że zawsze znajdowała się w stanie modlitewnego skupienia. Mogła prząść, tkać lub czytać Pismo Święte: Ewangelia nie mówi nam nic o Jej zajęciach. Została poślubiona św. Józefowi, co w tamtym czasie oznaczało formalne zaręczyny, wiążące prawie tak samo jak umowa małżeńska. Podobnie jak wszyscy wierni członkowie narodu wybranego modliła się długo i żarliwie, by wkrótce nadszedł Odkupiciel. W swej pokorze nigdy nie pomyślała, że mogłaby zostać Jego Matką. W istocie rzeczy złożyła ślub dziewictwa, który w zwykłych okolicznościach uniemożliwiałby Jej macierzyństwo. Bóg jednak miał wobec Niej plany — plany, które zostały Jej oznajmione po raz pierwszy w ów wielki dzień Zwiastowania. A Maryja, która żyła w doskonałej zgodzie z planami Boga, zgodziła się na Jego wolę: „Oto ja służebnica Pańska”[2]

Godność Maryi jako Matki Boga była przeznaczona Jej od wieków. Właśnie dlatego Jej dusza została stworzona piękną; dla tej godności w umyśle Boga została ukształtowana jako stworzenie o nieskazitelnym wdzięku:

Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemie i pola uczynił — początek pyłu na ziemi. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam, gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła wielkiej otchłani umacniał, gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię. Ja byłam przy Nim mistrzynią […][3].

W Bożym planie stworzenia Maryja była przewidziana od wieczności, a mimo to – Jej wola była wolna. Całe Niebo zastygło w bezgłośnej ciszy, czekając na Jej odpowiedź na zapierającą dech wiadomość anioła. Maryja mogła nie zgodzić się przyjąć godności Matki Odkupiciela. Była to godność obarczona licznymi cierpieniami, o czym dobrze wiedziała z lektury Pisma Świętego. Jednak od kogoś tak całkowicie oddanego woli Boga trudno oczekiwać postawy innej niż doskonałe poddanie się tejże woli. Przeto odpowiedziała niemal tymi samymi słowami, których Jej Boski Syn używał później wielokrotnie — „Bądź wola Twoja” — „Niech mi się stanie według twego słowa”[4].

Dzięki słowom pokornej młodej dziewicy w nieznanym zakątku świata dokonało się najbardziej doniosłe wydarzenie wszech czasów — Bóg stał się człowiekiem. Nie przyszedł w wyniosłym majestacie Boga, przed którym człowiek ukrywa twarz w przerażeniu, ale w skromny sposób, tak jak wszystkie dzieci Adama powoływane do istnienia — za pośrednictwem ziemskiej matki, która dała Mu krew i ciało. Jako że Jej Syn miał być Synem Boga, nie było potrzebne, aby posiadał ziemskiego ojca, a Jego poczęcie odbyło się w cudowny sposób, który nie naruszył dziewictwa Matki.

Owo zawieszenie Bożego prawa nie było dla Boga dziełem trudniejszym niż samo stworzenie pierwotnego prawa, ponieważ ten, kto ustanawia prawo, zawsze pozostaje upoważniony do jego zmiany.

Od chwili Wcielenia Bóg nie tylko stał się człowiekiem, ale godność Maryi wobec ludzkości została utrwalona na wieczność. Wcielenie było zwieńczeniem owej pięknej świątyni, jaką była dusza Maryi. Od tamtej chwili do tabernakulum Jej ciała wstąpiła Prawdziwa Obecność. Wcielenie pozostawiło w Jej duszy ślad już na zawsze promieniujący pięknem, którego nie przyćmiła cała wieczność. Bowiem odpowiadając na przesłanie anioła, Maryja spełniła cel swego istnienia. Wszystko, co Bóg dla Niej zaplanował, przyjęła i ogarnęła całą mocą swej woli.

Wydarzenie to znajduje odzwierciedlenie w naszym życiu, gdy rozważamy sakrament Chrztu. Także On pozostawia w naszych duszach ślad, który na zawsze utożsamia nas z duszami uprzywilejowanymi przez Boga. W dzisiejszych czasach, w których tak bardzo ceni się urządzenia mechaniczne, czasami zapominamy, że dusza najmniejszego, najuboższego dziecka w najbardziej zapomnianym zakątku ziemi jest warta więcej niż najwspanialsza maszyna, jaka kiedykolwiek została zbudowana, ponieważ dusza jest bezpośrednim dziełem Boga i przyczyną Jego odkupieńczego cierpienia. Tworząc maszynę, wynalazca przeznacza ją do konkretnego użytku. Nie możemy przypuszczać, by Bóg mógł wykazać się mniejszą troską. Tworząc każdą z milionów dusz, które od początku świata wyszły z Jego życiodajnych rąk, Bóg ma jakiś określony plan.

Umieszcza przy każdym przydrożnym kamieniu znak, by ukazać go jako swoją własność[5].

Podobnie w każdej ochrzczonej duszy umieszcza On „znak, aby ukazać ją jako swoją własność”. Znak Chrztu jest czymś więcej niż tylko znakiem własności (jakby nie było wystarczającym oznaczenie: „Ta dusza należy do Boga. Obchodź się z nią ostrożnie!”). Chrzest jest przede wszystkim obietnicą synostwa. Wyznacza nasze miejsce we wszechświecie, tak jak miejsce Maryi zostało wyznaczone przez Wcielenie.

Ziemscy ojcowie snują plany na życie swoich dzieci. Patrząc na swego maleńkiego syna, jego ojciec nie widzi małego, nowo narodzonego niemowlęcia, ale dorosłego mężczyznę — lekarza, artystę, inżyniera, księdza lub osobę pełniącą jeszcze inną rolę, która temuż ojcu wydaje się najlepsza. Nic na ziemi nie jest zbyt dobre dla jego syna. Ojciec poniesie każdą ofiarę, by dziecko otrzymało wszystko, co jest w stanie mu dać. Kiedy dorasta, musi pracować i uczyć się, aby poznać swój zawód, jeżeli jednak mu się nie powiedzie, to na pewno nie z tego powodu, że nie otrzymał pomocy od ojca. Cokolwiek ojciec posiada, pewnego dnia  otrzyma w spadku jego syn.

Żaden ziemski ojciec czy matka nigdy nie poczynili takich planów, jakie Bóg czyni w stosunku do każdego z nas. Patrząc na ciebie, gdy leżałeś ochrzczony w ramionach swojej matki, mógł był powiedzieć: „To Moje dziecko powinno stać się świętym. Dam mu wszystko, czego potrzebuje, aby nim być. Któregoś dnia, jeśli będzie przestrzegał Moich praw, odziedziczy Moje królestwo i podzieli jego wielkie bogactwa ze wszystkimi świętymi wszech czasów. Gdy dorośnie, będzie musiał studiować, pracować i praktykować cnoty, aby się uświęcić. Dam mu wszystko, czego potrzebuje. Nie mógłbym dać mu więcej, ofiaruje  mu zasługi męki i śmierci Mojego Syna”.

Nieskazitelny, w swojej chrzcielnej szacie niewinności, mogłeś wówczas zapukać do bramy Nieba i zostać wpuszczony bez pytania, ponieważ było jasne dla wszystkich, że jesteś dzieckiem Boga. Człowiek jednak jest kiepskim stróżem wielkiego dzieła, jakim jest dusza, i nie potrzebuje zbyt wiele czasu, by zamazać w niej obraz Boga. Gdyby pozostawiono nas w tym życiu bezbronnymi, nietrudno się domyśleć, jak niewielu by wytrwało. Bóg jednak nie jest nieostrożnym Ojcem, który mógłby zostawić nas bez opieki. Chrzest bowiem daje nam, o czym często zapominamy, łaski, do których możemy w razie potrzeby odwoływać się, oraz przyrzeczenie, które jasno ukazuje, co musimy zrobić, aby dostać się do Nieba. Gdybyśmy konsekwentnie żyli w zgodzie z naszymi przyrzeczeniami chrzcielnymi, ta promienna oznaka synostwa, która wyróżnia nasze dusze jako przynależące do Boga, nigdy nie zostałaby przyćmiona mgłą świata. Musimy przypominać sobie często uległość Maryi względem woli Bożej, byśmy sami stawali się wobec tej woli ulegli.

To prawda, że istnieje tylko jedna Matka Boga, a Jej dusza jest osamotniona w swych doskonałościach i smutkach. Zwiastowanie jednak nie było jedynie wydarzeniem, które miało miejsce dawno, dawno temu i które dotyczyło jednej tylko osoby i jednego miejsca. Owszem, pozornie tak było. Jednak w rzeczywistości jest ono czymś więcej, ponieważ po wszystkie wieki stanowi przypomnienie, że Bóg naznacza jako swoją własność każdą poszczególną duszę. Każdy ma do wykonania na tym świecie swoją indywidualną pracę, odrębną od tej, jaką ma do urzeczywistnienia ktokolwiek inny. Dla każdej duszy zostało przeznaczone w Niebie wyjątkowe miejsce, a dzięki zasługom Chrystusa wszystko, co jest jej potrzebne do osiągnięcia zbawienia, znajduje się w jej zasięgu.

Dziecię Boże, czy zdajesz sobie sprawę z bogactw, które pewnego dnia odziedziczysz, jeżeli okażesz się godnym synem wszechdobrego Stwórcy? Czy pojmujesz, że Bogu, trwającemu w nieskończonym szczęściu, zależało jeszcze, aby stworzyć odrębny plan dla ciebie? Być może nikt inny na świecie nie ma czasu, aby się tobą zajmować. Cóż, taki jest świat. Ów świat nie znalazł czasu nawet dla swego Zbawiciela. Nie myśl jednak, że „nikt nie dba o to, co się ze mną dzieje”, ponieważ to nieprawda. Bóg się o ciebie troszczy. Udowodnił to, posyłając swego Syna, aby za ciebie umarł, by Jego Krwią naznaczyć twoją duszę jako swoją własność i aby móc dać ci wieczny udział w swoim szczęściu.

Źródło: s. M. J. Dorcy OP, Our Lady's Feasts, New York 1945 [tłumaczenie red.].

Ilustracja: Zwiastowanie, Simone Martini, XIV w.

 

  [1]              Łk 1, 26-28.

  [2]              Łk 1, 38 — przyp. tłum.

  [3]              Prz 8, 22‒30.

  [4]               Łk 1, 38.

  [5]              Fragment wiersza Theodora Maynarda The World’s Miser – przyp. tłum.