Gaude Maria

Zaślubiny duszy z Bogiem

Zaślubiny duszy z Bogiem

W łasce uświęcającej kryją się przeogromne bogactwa nadprzyrodzone, których nie można objąć jednym rzutem umysłu, ani tym bardziej należycie wypowiedzieć słowami. Pojęcia, za pomocą których wyrażamy nadprzyrodzone prawdy, są zbyt wąskie i ograniczone, aby zmieścić w nich treść rzeczywistości Bożych, poznanych z Objawienia. Kiedy mówimy na przykład, że Bóg jest dobry czy sprawiedliwy, przypisujemy Mu pojęcie dobroci lub sprawiedliwości zaczerpnięte — jak to już wiemy — z obserwacji tych przymiotów u ludzi. Aplikując je Bogu, wyrażamy prawdę, lecz nie całkowitą, bo przecież Bóg jest dobry i sprawiedliwy w sposób nieskończenie doskonalszy, niż my to pojmujemy. Przymioty Boskie utożsamiają się z Jego Istotą. Mając na uwadze niedoskonałość naszych pojęć o Bogu, teologowie-mistycy mówiąc o Nim używają superlatywów: „Bóg jest ponad dobry", albo wyrażeń negatywnych, na przykład: „Bóg nie jest dobry", chcąc przez to zaznaczyć, że nie jest dobry tak, jak my pojmujemy dobroć, ale jest dobrocią inną, nieskończenie przewyższającą nasze ludzkie pojęcia dobroci. Pamiętajmy jednak, że te pojęcia, które aplikujemy Bogu, nie są tylko zwykłymi przenośniami, ale faktycznie wyrażają częściowo to, co w Bogu istnieje w całej pełni.

W pojęciu łaski mieści się wielka obfitość treści, którą wyrażamy takimi określeniami, jak: przebóstwienie, narodzenie się do życia Bożego, usynowienie Boże, usprawiedliwienie, uduchowienie, przyjaźń z Bogiem, łączność czy też zjednoczenie z Bogiem. Łaska uświęcająca bowiem rzeczywiście wprowadza nadprzyrodzoną łączność między duszą i Bogiem. Wielkości tego zjednoczenia nie potrafimy ani całkowicie zgłębić, ani wyrazić. Aby ją jednak jakoś sobie uprzystępnić, uciekamy się do analogii wziętych ze stosunków rodzinnych czy przyjacielskich, i mówimy, ze bliskość Boga względem duszy uświęconej łaską ma w sobie coś z bliskości ojca wobec swych dzieci, coś z bliskości przyjaciela, słowem — wzorujemy ją na kochających się wzajemnie osobach.

Opierając się na wyrażeniach Pisma św., Tradycji i liturgii, teologia idzie w porównaniach jeszcze dalej i posługuje się pojęciem zaślubin czy małżeństwa. Przyrównuje łączność duszy z Bogiem przez łaskę do najściślejszej łączności, jaką znamy w stosunkach ludzkich, mianowicie do zjednoczenia między zaślubionymi. Tego rodzaju porównanie spotykamy często na kartach Pisma św., gdzie na przykład jest mowa o zaślubinach Boga z narodem wybranym: „poślubię cię sobie [znowu] na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Jahwe” (Oz 2,21-22). Bałwochwalstwo Żydów Pismo św. przyrównuje do złamania wiary małżeńskiej i cudzołóstwa: „Na szczytach gór składają ofiary, spalają kadzidła na wzgórzach, pod dębem, topolą i terebintem, bo dobrze się czują w ich cieniu. Dlatego wasze córki uprawiają nierząd, synowe wasze również cudzołożą…” (Oz 4,13). Bóg, związany przymierzem z narodem żydowskim, żąda od niego wierności, karci za wykroczenia przeciw niej, słowem występuje wobec niego na wzór małżonka, troskliwego a zarazem zazdrosnego o wierność swej oblubienicy (Oz 8,1-3).

Łączność oblubieńcza narodu wybranego z Bogiem wskazywała na jeszcze ściślejsze zjednoczenie Boga z całą ludzkością w osobie Chrystusa. Dokonało się ono w tajemnicy Wcielenia, kiedy to Bóg przyjmując do swej osobowości ludzką naturę złączył się z rodzajem ludzkim. Fakt Wcielenia jest pewnego rodzaju zaślubinami Boga z całą ludzkością, ponieważ Chrystus, Syn Boży – przybierając sobie naturę ludzką – tej ludzkości się niejako oddał. Łączność z nami, zapoczątkowaną przy Wcieleniu, przypieczętował Ofiarą krzyżową, w której całkowicie za nas się poświęcił i nabył nas sobie na własność. Wcielenie zatem wraz z Ofiarą krzyżową to zaślubiny Boga z ludzkością. Ludzkość zrzeszona przez Chrystusa w Kościół, umiłowana przez Niego do najwyższych granic, jest z Nim na wieki złączona węzłem nierozerwalnym. Łączność tę przyrównuje Pismo św. do związku małżeńskiego, w którym Chrystusowi przypisuje rolę oblubieńca, a ludzkości oblubienicy. „Niech żony poddane będą swym mężom jak Panu. Bo mąż jest głową dla żony, zupełnie tak jak Chrystus jest głową dla Kościoła. […]

Według tradycyjnej nauki przyjętej w Kościele, księga Pieśni nad pieśniami w sposób alegoryczny mówi o zaślubinach Chrystusa z ludzkością. Jej komentatorzy widzą w tej alegorii nie tylko Kościół – oblubienicę Chrystusa, ale także każdą poszczególną duszę, a nawet bardziej szczególne dusze niż Kościół jako zespół wszystkich ludzi. Każda dusza w stanie łaski ma prawo do miana oblubienicy Bożej, przez łaskę bowiem wchodzi z Bogiem w bardzo bliski związek, najbliższy, jaki można sobie wyobrazić. Jest on bliższy i intymniejszy od tego, jaki łączy rodzinę czy przyjaciół. Według nauki św. Pawła, małżeństwo dlatego jest wielkim sakramentem że stanowi znak łączności między Chrystusem a ludzkością odkupioną; konsekwentnie zaś między poszczególnymi duszami a Bogiem. Stosunek Chrystusa do ludzkości jest prawzorem łączności małżeńskiej. Otóż jeśli wzór, i zwłaszcza prawzór, jest zawsze doskonalszy od znaku i odbicia, to i łączność duszy z Bogiem przez łaskę musi być głębsza, i prawdziwsza od łączności małżonków. Dusza uświęcona łaską staje się duchowo czymś jednym z Bogiem: „Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem". Ta nadprzyrodzona łączność duszy uświęconej łaską z Bogiem jest tak głęboka, że nie może się równać z żadną inną łącznością we wszechświecie stworzony, a żaden rozum stworzony nie może jej ani pojąć, ani nawet przypuszczać.

Łaska to dzieło miłości Bożej z wyboru. Bóg daje ją całkowicie darmo, bez żadnej zasługi z naszej strony: „...Komu chce, okazuje miłosierdzie, a kogo chce, czyni zatwardziałym". Powołanie do łaski i chwały jest dziełem li tylko twórczej miłości Boga: „Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby on był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał — tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił — tych też obdarzył chwałą". Oblubieniec ziemski wybiera sobie oblubienicę ze względu na pewne jej zalety i przymioty ducha i ciała. One to zwyczajnie prowokują miłość i decyzję wyboru. Bóg natomiast staje wobec nicości i nic nie wpływa i nie może wpłynąć na Jego wybór. Kogo chce, tego wybiera. Nikt nie może mieć pretensji o to, że nie on, ale kto inny, stał się przedmiotem umiłowania Bożego, bo to nikomu się nie należy. Bóg sam tylko bierze inicjatywę przy udzielaniu łaski, ale co ważniejsze — i co jeszcze więcej świadczy o jej darmowości i dobroci Bożej — sam podchodzi z łaską i do tych także, którzy nią wzgardzili i od Boga odeszli. Przez długi nieraz czas zabiega, aby grzesznika pociągnąć do siebie, pukając do jego serca łaskami uczynkowymi. […] Dusze, które na Jego miłość odpowiedziały wzajemnością, dalej ubogaca, pociągając je ku sobie i nawołując do coraz głębszego zjednoczenia przez rozwój łaski i miłości. […] Bóg zawsze uprzedza duszę swą łaską. To On pierwszy pociąga je ku sobie, przemienia od wewnątrz, daje im nadprzyrodzone piękno i możność odpowiedzenia miłością na miłość. Nasza miłość jest tylko odpowiedzią na uprzednią miłość ze strony Boga, który ukochał każdą duszę, zanim ona jeszcze istniała. […]

Związek małżeński domaga się wierności. Na mocy prawa naturalnego, a jeszcze więcej z racji sakramentalności, jest nierozerwalny. Niestety, pod wpływem napotykanych trudności małżonkowie dopuszczają się nieraz niewierności lub nawet zrywają ze sobą. W nadprzyrodzonym związku z Bogiem, Bóg nikogo pierwszy nie opuści. Gdy darzy kogoś swą łaską, to na zawsze i nieodwołalnie. Jeśli dochodzi do zerwania, to tylko z winy człowieka, który świadomie i dobrowolnie odwraca się od Boga i przez to niejako zmusza Boga do cofnięcia swej łaski. Grzech ciężki zrywa ten oblubieńczy związek duszy z Bogiem. Jednak i po zerwaniu go, dzięki wielkiemu miłosierdziu Boga, pozostaje zawsze dla człowieka możliwość nawiązania nowej łączności. Zazwyczaj Bóg sam podejmuje inicjatywę; nieraz po długiej rozłące i dalekim odejściu od Boga, w ostatniej chwili dochodzi do pojednania. Jest to wielka tajemnica miłosierdzia Bożego. Zauważmy jeszcze, że śmierć rozrywa ludzki związek małżeński, podczas gdy związek z Bogiem przez łaskę śmierć utrwala na wieki.

[…] Dusza w stanie łaski i miłości nadprzyrodzonej staje się dobrym drzewem rodzącym dobre owoce: uczynki zasługujące, którym wartość zasługującą nadaje miłość. lm więcej jest w duszy miłości ku Bogu, im dusza bliżej jest Boga przez miłość, tym czynności jej są lepsze i cenniejsze pod względem nadprzyrodzonym. Znamy doskonale naukę objawioną o roli miłości w życiu człowieka. W oczach Bożych znaczenie ma nie tyle sama czynność, ile źródło, z jakiego ona wypływa. […] Jeżeli u podstaw czynności ludzkich jest miłość Boga, są one Bogu miłe i dają prawo do nagrody nadprzyrodzonej. To prawo jest tym ściślejsze, a wysłużone dobro tym większe, im głębsza i gorętsza miłość ku Bogu była pobudką działania.

Umiłowanie Boga rozciąga się na bliźnich. Oblubienica Boga pragnie, aby i inni Go kochali. Gorliwość o sprawy Boże, zdobywanie innych dla Boga, to dalsze owoce umiłowania Go. Słowem, miłość nadaje życiu ludzkiemu przedziwną płodność, jak na to wskazują życiorysy świętych. Dusze w Bogu rozmiłowane i oddane Mu całkowicie, mimo słabości sił fizycznych, trudności zewnętrznych czy krótkości życia, dokonały wielkich dzieł w Kościele Bożym. Fides sacramentum et proles, na które zwrócił uwagę św. Augustyn, i które obecnie podkreśla się przy sakramencie małżeństwa — W sposób wyższy, bo czysto duchowy i nadprzyrodzony — zawarte są w łasce uświęcającej. Łaska uświęcająca łączy duszę z Bogiem i czyni ją nadprzyrodzenie płodną; związek ten winien być nierozerwalny. A jeżeli mają miejsce zerwania i zdrady, przyczyną tego jest zawsze tylko człowiek.

Jakkolwiek więc pojęcie przyjaźni wzniosłe jest i słodkie, to jednak pojęcie oblubienicy jest jeszcze słodsze, gdyż dobitniej wyraża łączność, jaka winna istnieć między duszą w stanie łaski a Bogiem. Jakkolwiek każda dusza uświęcona łaską wchodzi w bardzo bliskie stosunki z Bogiem — analogiczne do tych, jakie łączą osoby złączone węzłem małżeńskim — i otrzymuje tytuł i godność oblubienicy Boga, to jednak w sposób szczególny te ostatnie przysługują osobom poświęconym Bogu przez śluby. Wskazuje na to liturgia. Dusze oddające się Bogu przez ślub dziewictwa mają szczególne prawo do tytułu oblubienicy Bożej z tej racji, że ich oddanie się Bogu jest całkowite. Przez ślub czystości rezygnują one na zawsze z prawa należenia do kogokolwiek na ziemi, nawet w sposób legalny, aby pełniej oddać się Bogu. Wartość dziewictwa leży nie w tym, że przez nie rezygnuje się z ojcostwa czy macierzyństwa i tego wszystkiego, co z nimi się łączy, ani nie w tym, że stanowi ochronę przed nieporządkiem moralnym, lecz w tym, że pozwała duszy oddać się całkowicie Bogu. To oddanie się i zjednoczenie z Bogiem przez miłość jest istotą doskonałości człowieka. Ślub czystości chroni od podziału serca ludzkiego i osłabienia miłości ku Bogu. Bardzo dobitnie podkreśla to św. Paweł: „Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna j dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem, i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi" (1 Kor 7, 32-34).

Stan dziewictwa daje swobodę zajmowania się sprawami Bożymi, sprzyja życiu kontemplatywnemu, obcowaniu z Bogiem, rozwojowi życia łaski i miłości. Miłość nieuporządkowana odwraca człowieka od Boga. Ale nawet zgodna z normami moralności miłość rzeczy stworzonych dzieli serce ludzkie, osłabiając przez to miłość ku Bogu. Jest dla niej przeszkodą, ponieważ nie pozwała na całkowite oddanie się Bogu. Oczywiście mowa tu o dziewictwie podjętym z motywów nadprzyrodzonych, a nie dla osobistego spokoju i wygody, aby uwolnić się od trosk i kłopotów związanych z życiem małżeńskim i rodzinnym. Godziwą rzeczą jest zrezygnowanie z życia małżeńskiego dla motywów szlachetnych czysto przyrodzonych, aby na przykład doskonalej i pełniej oddać się pracy naukowej czy artystycznej. Tym więcej rezygnacja taka godna jest pochwały, gdy się ją podejmuje dla osiągnięcia większego dobra nadprzyrodzonego, jakim jest całkowite poświęcenie się Bogu. Podjęcie tego rodzaju życia przewyższa przyrodzone siły człowieka i dlatego nikogo nie obowiązuje, lecz jest radą, podaną nam przez Chrystusa. Jako coś ponadludzkiego, cnota dziewictwa możliwa jest do zachowania jedynie dzięki łasce. Ojcowie Kościoła bardzo podkreślają jej wielkość i wzniosłość, jej wpływ na uświęcenie i uduchowienie człowieka, co więcej, życie w dziewictwie nieomal równają z życiem aniołów. Utrwalona ślubem cnota dziewictwa daje bowiem duszy prymat nad ciałem, narzuca mu jak gdyby jej sposób bytowania, uduchowia, a przez to w pewien sposób upodabnia życie człowieka do życia aniołów. Kościół na Soborze Trydenckim orzekł wyższość stanu dziewictwa, jako doskonalszego i szczęśliwszego od stanu małżeńskiego, a to dla zasadniczej racji tego stanu: pozwala on człowiekowi więcej zbliżyć się do Boga i całkowicie Mu się oddać. Osoby, które wybrały dziewictwo i są wierne powziętym zobowiązaniom, zasługują więc — powtarzamy — w sposób szczególny na tytuł oblubienic Boga, ponieważ pełniej i bez podziału oddały się Bogu.

Stan dziewiczy, o którym mówimy, dotyczy zarówno mężczyzn jak i niewiast. I nie należy sądzić, że z racji różnicy płci inny jest stosunek do Boga kobiety, a inny mężczyzny. Ustosunkowanie się do Boga ma charakter czysto duchowy. Człowiek kontaktuje się z Bogiem w sferze ducha, niezależnie od tego, czy jest kobietą, czy mężczyzną. Mimo jednak, iż dziewictwo w swej istocie jest właściwe obydwu płciom, w jakiś szczególny sposób dotyczy ono kobiety z racji pewnych cech, właściwych jej psychice, u niej nabiera szczególnej wartości i odbija się na życiu bardziej niż u mężczyzny.

Łaska uświęcająca zaślubia duszę z Bogiem, bo ją z Nim jednoczy, a dusza dzięki łasce i towarzyszącym jej cnotom oddaje się Bogu. Ze wzrostem łaski i cnoty miłości ta łączność się pogłębia. Dusza, w miarę jak coraz pełniej oddaje się Bogu, a Bóg jej, staje się coraz bardziej czymś jednym z Nim. Daleko posunięty rozwój łaski i miłości prowadzi do stanu ścisłego zjednoczenia, który teologowie nazywają „małżeństwem duchowym". Jest to szczytowy etap rozwoju zaślubin duszy z Bogiem, zapoczątkowany w momencie uświęcenia łaską.

Ów stan zaślubin duchowych uwarunkowany jest większym lub mniejszym stopniem rozwoju cnót boskich i darów Ducha Świętego w duszy, co sprawia, że mogą być różne stopnie zjednoczenia przemieniającego. Najwyższą jego formą — nie ulega najmniejszej wątpliwości — cieszyła się za życia Najświętsza Maryja Panna. Ponieważ to zjednoczenie stanowią cnoty boskie i dary Ducha Świętego w pełnym rozwoju, skutki jego są skutkami cnót teologicznych i darów, które osiągnęły pełny rozwój. Dusza, która do takiego stanu doszła, zostaje utwierdzona w łasce, albowiem wielka miłość, jaką miłuje Boga, odwraca ją od grzechu, gości w niej głęboki pokój, znajduje się pod ustawicznym wpływem Bożym, doznając jakby bezpośrednich „dotknięć" Bożych, które czasami ranią ją miłośnie, a za tym wszystkim idzie pragnienie cierpienia na wzór Chrystusa. Niepodobna wątpić o tym, że przez takie przewyższające ducha z duchem złączenie stawszy się jedno z Bogiem mocnym, mocy tej Jego dusza musi stać się uczestniczką, jak to dalej zobaczymy na przykładzie świętych, którzy z tego źródła czerpali siłę i męstwo do poniesienia katuszy i śmierci męczeńskiej. Dusza tak głęboko zjednoczona z Bogiem pragnie oglądać Go bezpośrednio i nigdy nie oddalić się od Niego: To bardzo żywe pragnienie widzenia uszczęśliwiającego jest normalną dyspozycją do otrzymania go bezzwłocznie, pragnienie to mają również na swój sposób dusze w czyśćcu, gdy zbliża się kres ich oczyszczenia.

Stan zjednoczenia przemieniającego jest normalnym rozwojem łaski jako należyte przygotowanie duszy do bezpośredniego połączenia się z Bogiem bez przechodzenia przez czyściec. Jedynie w tym ścisłym zjednoczeniu ma się żywe pragnienie widzenia Boga. I nie można pojąć, aby Bóg ukazał się bezpośrednio i na zawsze duszy, która nie ma jeszcze żywego pragnienia ujrzenia Go. Jeżeli w rzeczywistości mało jest dusz dochodzących tu na ziemi do tego stanu, to przyczyny należy szukać w naszym uchylaniu się od prób i doświadczeń, jakimi Bóg zwyczajnie dusze oczyszcza, słowem w braku podjęcia stanowczej i systematycznej pracy nad sobą, polegającej na oczyszczaniu się i rozwijaniu cnót. „Trzeba się nam zastanowić, jaka jest przyczyna, że tak mała jest liczba tych, którzy dochodzą do tego wysokiego stopnia doskonałości zjednoczenia z Bogiem. Czyżby dlatego, że Bóg chce, by tak mało było tych dusz wzniosłych? Bynajmniej. Bóg chce, by wszyscy byli doskonali. Mało jednak jest naczyń, które by mogły znieść tak wzniosłe działanie. Gdy bowiem doświadcza je w małych rzeczach, okazują się słabymi, wnet uciekają od pracy, nie chcą znieść najmniejszej przykrości czy zmartwienia. A gdy w tych małych rzeczach, przez które zaczynał je Bóg podnosić i zaznaczać pierwsze rysy doskonałości, nie znalazł w nich męstwa, ani wierności, wie, że tym mniej wierne będą w wielkich i dlatego nie postępuje już dalej w oczyszczaniu ich i podnoszeniu z prochu ziemskiego przez wysiłek umartwienia, gdyż do tego potrzebna była większa stałość i męstwo, niż one okazały” (Św. Jan od Krzyża, Żywy płomień miłości, strofa 2, n. 27).

Jak mówi ten sam Święty na innym miejscu, aby wejść w głębiny miłości, trzeba najpierw wejść w głębię krzyża. Łaska uświęcająca jest nam dana po to, byśmy ją w sobie rozwijali. Kto tego nie czyni, kto jej nie pomnaża, karłowacieje duchowo i nie osiąga należytego stopnia rozwoju. Stan zjednoczenia przemieniającego wraz z jego owocami, jakie rodzą się w duszy, ma u podstaw łaskę uświecającą, która rozwijając się stopniowo, przez życie sakramentalne i modlitwę, duszę coraz bardziej z Bogiem jednoczy, przygotowując do zjednoczenia w widzeniu uszczęśliwiającym.

 

Źródło: o. R. Kostecki OP, Tajemnica życia nadprzyrodzonego, PAX 1975, s. 289-297, przypisy pominięto.