Gaude Maria

Harmonia jako owoc Ducha Św.

Harmonia jako owoc Ducha Św.

Zwraca się dziś często uwagę na to, że każdy żywy organizm wyposażony być musi i w siłę asymilującą nowe pokarmy, i w siłę zachowującą składniki dawne, oraz że zachowana być musi między nimi równowaga. Jeżeli nie odbywa się asymilacja, następuje śmierć. Jeżeli to, co zostało zasymilowane, zostaje utracone, następuje także — na skutek utraty sił — śmierć. Podobnie by jakiś środek lokomocji mógł oddawać usługi, musi być zaopatrzony i w siłę poruszającą go, i w hamulce potrzebne przy niebezpiecznych zjazdach. Tak też w Kościele i w każdej społeczności istnieć musi równowaga między siłą postępu a siłą zachowawczą. Brak wszelkiego postępu to zastój śmierci, której przykład stanowią schizmatyckie kościoły wschodnie, natomiast brak tradycji zachowawczej to niestałość nieustannych zmian, czego znów przykładem jest protestantyzm liberalny. Doprawdy, zjazd w dół bez wszelkich hamulców jest ogromnie niebezpieczny.

W celu zachowania tej równowagi sił zarówno w życiu osobistym, jak społecznym, nie wystarczy dla nas chrześcijan jakiś naturalny dynamizm. Równowagę daje Duch Św. przez swój bezcenny owoc, jakim jest łączność cnót[1].

Przypatrzmy się temu zagadnieniu bliżej.

1° Należy przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że prawo łączności nie kieruje grzechami. Aczkolwiek wszystkie grzechy śmiertelne to mają wspólne, że są odwróceniem się od Boga i dlatego jeden bez drugiego odpuszczony być nie może, to jednak nie istnieje wśród nich łączność. Przeciwnie, często są one z sobą skłócone, np. skąpstwo i rozrzutność, bojaźliwość i zuchwalstwo itd. Dlatego to źli przeciwstawiają się sobie i w końcu wzajemnie się wyniszczają[2].

Inaczej ma się rzecz z cnotami. Ich kierunek dążenia jest wspólny. Toteż wszystkie cnoty, przynajmniej cnoty już ustalone, łączą się z sobą wzajemnie w roztropności i miłości. Nie łączą się z sobą tylko cnoty niedoskonałe, a więc cnoty jeszcze nie ustalone. Można wśród nich wyróżnić następujące rodzaje:

a) Naturalna skłonność temperamentu do męstwa, spotykana często bez jednoczesnej skłonności do łagodności.

b) Nabyta skłonność do męstwa żołnierza walczącego nie z powodu umiłowania cnoty, lecz dla uzyskania sławy, łącząca się często z nieczystością. Wada ta stoi zresztą niekiedy na przeszkodzie wzorowego wypełnienia obowiązków żołnierskich.

c) Podobnie też prawdziwe, ale znajdujące się dopiero w stanie zaczątkowym i nie ustalone jeszcze cnoty. Może ktoś na przykład zdobywać cnotę sprawiedliwości, a nie posiadać czystości.

d) Co więcej, gdy człowiek znajduje się w stanie grzechu ciężkiego, jego cnoty nabyte, będące w stanie zaczątkowym, również nie są z sobą złączone, człowiek ten bowiem odwrócił się od celu ostatecznego, a więc osłabi także wykonywanie zobowiązań naturalnych, np. w zakresie sprawiedliwości, męstwa, cierpliwości, czystości itd.

2° Gdy zaś Duch Św. przychodzi do duszy przez miłość, która się rozlewa w sercach naszych, to prawdziwe cnoty nabyte, znajdujące się w duszy w stanie zaczątkowym, nabierają trwałości, a jeżeli są już dostatecznie silne i trwałe, łączą się z sobą. Tym bardziej cnoty wlane łączą się — jako właściwości łaski uświęcającej — z miłością[3].

Sprawdza się więc w człowieku sprawiedliwym co do cnót nabytych to, o czym mówił już Arystoteles: prawdziwa roztropność (nie zaś, oczywiście, podstępna przebiegłość, utylitaryzm czy oportunizm) nie może istnieć bez cnót moralnych, ani też cnoty moralne nie mogą istnieć bez roztropności, która tymi cnotami kieruje[4]. Tak oto roztropność jest naprawdę auriga virtutum i recta ratio agibilium.

Główną racją wzajemnej łączności wszystkich cnót jest fakt, że „to, jakim kto jest ze swego wewnętrznego nastawienia, rozstrzyga o tym, jaki cel mu odpowiada". Człowiek ambitny na przykład uważa za odpowiednie to, co sprzyja jego ambicji, człowiek skromny zaś to, co jest zgodne ze skromnością.

Krótko: każdy człowiek sądzi w praktyce zgodnie ze skłonnościami swej woli i swego zmysłowego pożądania, toteż jeżeli te skłonności nie są opanowane przez cnoty, to sąd praktyczny człowieka nie będzie właściwy. Będzie niekiedy tylko pozornie roztropny, wskazując na pewną bystrość umysłu, doświadczenie czy przebiegłość, ale nie będzie rzeczywiście roztropny. Zabraknie w nim albo sprawiedliwości, albo cierpliwości, albo umiarkowania, albo łagodności, albo prostoty, a może będzie go cechowała dwulicowość, złączona czasem z pochopnością, a czasem z opieszałością.

Otóż Duch Św., przychodząc do duszy, ustala w niej — przez miłość i roztropność chrześcijańską — łączność cnót wlanych, a także cnót nabytych, jeżeli poprzednie ćwiczenie się w nich było wystarczające do ich nabycia. Wszystkie więc cnoty wzrastają jednocześnie, podobnie — by posłużyć się już przytoczonym i użytym przez św. Tomasza porównaniem — jak palce ręki dziecka[5].

Ponadto Duch Św. ustanawia łączność między darami, ponieważ siedmiorakie dary związane są z miłością, z którą jednocześnie otrzymujemy przecież Ducha Św. i jego dary[6]. Dzieje się tak w każdej duszy sprawiedliwej, choć w zależności od różnych stopni miłości. Przedziwna to jest harmonia, zadziwiająca u tych zwłaszcza, którzy dochodzą do doskonałości. Czystość wspomagana jest pośród różnych trudności przez dar bojaźni. — „Przebij bojaźnią twoją ciało moje”[7]. Męstwu pomaga, zwłaszcza u męczenników, dar męstwa. Sprawiedliwość w stosunku do Boga, czyli cnotę religijności, stojącą na straży oddawania należnej Bogu czci, wspiera, zwłaszcza w czasach niedobrowolnej oschłości, dar pobożności, z którego się rodzi synowskie ustosunkowanie się wobec Boga. Roztropność w sprawach bardzo zawiłych i nieprzewidzianych wspomagana jest przez dar rady. Wiara — przez dar rozumu. I wtedy właśnie zdolna jest ona przenikać tajemnice zbawienia. Nadzieję umacnia przeciw zuchwalstwu dar bojaźni, a światła w celu poznania marności stworzeń i zła grzechu udziela jej dar umiejętności. Z żywszą wtedy nadzieją pragniemy posiąść Boga i Jego łaskę. Wreszcie miłość wspierana jest przez dar mądrości, dzięki któremu rozważamy wszystko w Bogu, jako w najwyższej przyczynie i ostatecznym celu; widzimy, że wszystkie dobra pochodzą od Niego i że zło dzieje się tylko wtedy, gdy dopuszcza je Opatrzność ze względu na jakieś większe dobro, które staje się dla nas na tyle dostrzegalne, że możemy pracować nad jego urzeczywistnieniem. Rodzi się stąd pokój i dlatego darowi mądrości odpowiada według św. Augustyna błogosławieństwo pokój czyniących.

Ponieważ jednak dary odnoszące się do rozumu są jednocześnie i spekulatywne, i praktyczne, u niektórych ludzi sprawiedliwych ujawniają się one raczej w postaci kontemplatywnej, u innych zaś raczej w postaci praktycznej zmierzającej w większym stopniu do działania, jak np. u św. Wincentego a Paulo.

3° Przedziwna harmonia — inaczej łączność —cnót i darów jest owocem Ducha Św. Czytamy bowiem w liście do Galatów: „A owocem Ducha jest miłość, wesele, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wspaniałomyślność, łaskawość, wierność, skromność, wstrzemięźliwość, czystość[8]. Sprzeciwiają się te owoce sprawom ciała, np. nieczystości i niezgodzie.

Zupełnie szczególnym blaskiem zajaśniała ta przedziwna harmonia w Chrystusie Panu. Złączyły się w Nim w sposób najściślejszy nawet najbardziej odległe od siebie cnoty, których zjednoczenia może dokonać w duszy świętej jedynie Bóg. Chrystus Pan posiadał wszystkie cnoty — także te, które się najbardziej od siebie różnią — w stopniu heroicznym. W przedziwny sposób złączyła się w Nim najgorętsza miłość ku Bogu z niezmierzonym miłosierdziem dla wszystkich grzeszników, święta miłość prawdy i sprawiedliwości z największym współczuciem dla błądzących, nawet dla swoich katów, za których się w chwili ukrzyżowania modli. Doprawdy, przepięknie urzeczywistniają się w Chrystusie słowa Psalmisty: „Miłosierdzie i prawda spotkały się z sobą, sprawiedliwość i pokój pocałowały się”[9]. Podobnie też złączyła się ściśle w Jego Osobie najgłębsza pokora, z jaką przyjął za nas wszystkie poniżenia, z największym poczuciem godności, z wielkodusznością, ujawniającą się na przykład w odpowiedziach danych Piłatowi i Kajfaszowi. Spotkało się w Chrystusie najwyższe męstwo w znoszeniu męczeństwa z największą łagodnością, która się objawiła w samym nawet momencie ukrzyżowania. Złączyła się w Nim także najwyższa mądrość i najgłębsza kontemplacja z doskonałą roztropnością, ogarniającą najdrobniejsze nawet szczegóły.

Ta wzniosła harmonia i trwałość heroicznych cnót w Chrystusie stanowi, jak to wykazują apologeci, moralny cud, cud potwierdzający świadectwo Chrystusa o Jego synostwie Bożym.

Coś podobnego, acz oczywiście w stopniu nieporównanie mniejszym, objawia się w życiu męczenników. Zdaniem św. Tomasza[10] i Benedykta XIV[11] prawdziwi męczennicy różnią się od męczenników fałszywych przede wszystkim właśnie objawami łączności cnót. Podobnie bowiem jak Pan Jezus i pierwszy męczennik św. Szczepan, wszyscy prawdziwi męczennicy są jednocześnie i mężni, i pokorni, i łagodni, modlą się za swych prześladowców i przebaczają im. Nie postępują tak męczennicy fałszywi, których fanatyzm i ślepy upór unika spokojnych wyjaśnień, wyklucza mądrość, roztropność, skromność, pokorę i łagodność. W stałości męczenników objawia się — jak to wykazują apologeci — działanie Boże, widoczne zwłaszcza w dziele złączenia z sobą najbardziej oddalonych nawet cnót. Sprawcą tego zjawiska może być jedynie Bóg, jednoczący w człowieku przeróżne cnoty, podobnie jak w sobie jednoczy np. nieskończoną sprawiedliwość i nieskończone miłosierdzie.

4° Trzeba więc za dni naszych modlić się o to, by ludzie pokutowali za swe grzechy, za uczynki ciała, za „rozpustę, bałwochwalstwo, gusła, nieprzyjaźnie, swary, zawiści, gniewy, zwady, niesnaski, odstępstwa, zazdrości”[12]. Trzeba się modlić, by Duch Św. udzielił nam swych owoców, do jakich należy „miłość, wesele, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wspaniałomyślność, łaskawość, wierność, skromność, wstrzemięźliwość, czystość”[13]. Trzeba się modlić i w życiu codziennym tak postępować, by się w nas dokonało połączenie cnót w miłości, która „cierpliwa jest, łaskawa jest (...) wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko wytrzyma”[14].

W ten tylko sposób w życiu naszym indywidualnym i w zbiorowym życiu Kościoła i zakonów zjednoczą się z sobą siły zachowawcze i siły postępu. Zachowane zostanie to, co wartościowego miała w sobie przeszłość, by przygotowana być mogła godna i owocna przyszłość, która stanie się naprawdę zaczątkiem życia wiekuistego.

 

Źródło: o. R. Garrigou-Lagrage OP, Ku doskonałości kapłańskiej, Poznań 1958, s. 133-140

Ilustracja: Antonio Palomino, Zesłanie Ducha Świętego.

 


[1] Por. Gal 5, 22 n.

[2] Por. I-II, q. 73, a. 1.

[3] Por. I-II, q. 65, a. 1 i 2.

[4] Etyka Nik., ks. VI, r. ost.

[5] I-II, q. 66, a. 2.

[6] Por. 1-II, q. 68, a. 5.

[7] Ps 118, 120.

[8] Gal 5, 22, n.

[9] Ps 84, 11.

[10] Quodl. IV, a. 9.

[11] De servorum Dei beatifie., ks. III. r. 21

[12] Gal 5, 19-21.

[13] ibid. w. 22 n.

[14] 1 Kor 13, 4, 17.